Drugi temat albumu o Pinezce to: ulubione jedzenie (ang. favorite food). No i tu Pinezka miała niezły orzech do zgryzienia, bo od sierpnia, albo września, Pinezka odkryła w sobie niezłe pokłady miłości do gotowania. Co prawda odkryła to dzięki kulinarnym lajwom, które robiła w czasie kwarantanny Wegan Nerdka, ale i tak pełno nowych smaków odkryła Pinezka. Najważniejsze jest to, że już definitywnie króluje weganizm w pinezkowej kuchni, dlatego Pinezka lubi jeść "all the plants".
sobota, 6 lutego 2021
piątek, 5 lutego 2021
O kolejnym rocznym projekcie
Będzie trochę wynaturzeń pinezkowych. Bo - tak - Pinezka prowadziła roczny travelerek, w którym podsumowała każdy miesiąc ubiegłego roku. I jak tylko go skończyła, zaraz wynalazła sobie nowe roczne wyzwanie. Oczywiście wszystkiemu winna jest Heba, która wymyśliła zrobienie albumu Me, Myself & I i podała 31 tematów (bo ona robiła ten album w styczniu), które można udokumentować. Wśród tematów są fajne rzeczy, ale jest kilka takich, które nie mają odbicia w polskich realiach. Albo tylko w pinezkowych. Dlatego pinezkowy album będzie cieńszy, co nie oznacza, że mniej fajny od tego hebowego.
To teraz nie pozostaje nic innego, jak pokazać pierwszy wpis, który miał mówić o autorce (ang. me) i trzymać kciuki, żeby się Pinezka nie poślizgnęła na tym projekcie.
czwartek, 4 lutego 2021
O zapomnieniu
To nie jest normalne, że już jest luty, a poprzedni roczny travelerek nie został pokazany tak ostatecznie i finalnie. A więc - dziś wpis listopadowy, podczas którego Pinezka pracowała jak mała pszczółka, aż dostała wielki zdrowotny kryzys i padła pod wpływem bólu i stresu. Oczywiście Rudzielec (Kot Pracowy) wykorzystał wolne kolana i tak sobie razem leżeli w pracy - Pinezka i Cynamon.
Cały wpis powstał wieki temu, kiedy przyszła paczka ze Studio Forty i Pinezka - uśliniona po pas - chciała wykorzystać absolutnie wszystkie stemple i dodatki, które znalazła w paczce. Prawie jej się udało.
Aaa... Wspomnieć należy, że wytyczne na listopad to było: użycie koloru granatowego i tag.
środa, 13 stycznia 2021
O ubiegłorocznym październiku, czyli zbliżamy się do końca
Powoli Pinezka kończy podsumowywać ubiegły rok, chociaż nie tak do końca, bo coś tam w głowie się kołacze jeszcze. Tamten rok naprawdę nie był taki zły. Oprócz oczywistych oczywistości, które były tragiczne - w życiu wewnętrznym Pinezki działo się dużo dobrego.
W październiku była druga z tych oczywistych złych oczywistości, czyli wyrok tak zwanego TK, który zmusił Pinezkę do wyjścia na ulicę (wielokrotnie), mimo zagrożenia pandemicznego. Nie mogło tego zabraknąć w rocznym travelerku.
wtorek, 12 stycznia 2021
Tym razem o ubiegłorocznym wrześniu
Jak ten czas leci. My tu gadu gadu, a ubiegłoroczny travelerek Pinezki doczekał się wrześniowego wpisu. Tu się Pinezka wahała, czy dać zdjęcie z diety (znów była dieta Dąbrowskiej przez trzy tygodnie), czy tego, że odkryła fajne ćwiczenia na jutubie, które codziennie wdrażała i wylewała dzięki nim siódme poty, czy jeszcze coś innego. Zdecydowała się jednak na udokumentowanie pierwszego w życiu biwakowania w lesie pod gołym niebem. To było naprawdę mocne przeżycie i fajnie będzie o nim pamiętać.
poniedziałek, 11 stycznia 2021
O nadrabianiu i wspominaniu
Już prawie ubiegłoroczny travelerek będzie gotowy. Dziś czas powspominać sierpień, czyli miesiąc urodzin Pinezki. Oprócz hucznego obchodzenia urodzin, Pinezka pokochała wegańskie gotowanie oraz znalazła niezłego weterynarza dla jej kici, który bardzo fajnie, jak na razie, wyprowadził Lukę na prostą. To był fajny miesiąc...
Ten wpis jest bardzo inspirowany twórczością Heby Alsibai, o której Pinezka często tu wspomina, ale warto do niej zajrzeć, bo Heba robi na swoim kanale na jutubie co niedzielę lajwy, podczas których można z nią poscrapować na żywo. Podczas któregoś lajwa rozgorzała dyskusja o tym, że fajnie jest pogadać samemu ze sobą, bo przynajmniej samemu się siebie słucha. Stąd tytuł tego wpisu. O. I tyle.
niedziela, 10 stycznia 2021
O pinezkowym ubiegłorocznym lipcu
Pinezka kończy ubiegłoroczny travelerek. Dziś - wspomnienie lipca i krótkiego wypadu nad morze. Było słońce, było mało ludzi, był ponad 40-kilometrowy spacer do ujścia Wisły i była podczas tego spaceru miesiączka pośrodku wydm i oczywiście znikąd pomocy, było piwko na plaży a przede wszystkim był chillout. Czyli było w porzo.
Wytycznymi na lipiec było: użycie koloru turkusowego i naklejki. Wszystko się odhaczyło.






















